poniedziałek, 12 stycznia 2015

W dżungli Papuy Zachodniej, Raja Ampat

Wracam noworocznie z przedostatnim wpisem z Indonezji! Trochę mi smutno, że ta relacja dobiega końca, ale co dobre zawsze się kiedyś kończy.

Wycieczka w głąb dżungli, była przeskokiem w inny wymiar, mimo że cały czas znajdowaliśmy się na tej samej wyspie. Po przejściu 10 kroków, oblał nas pot od stóp do głów a ubrania całkiem przemokły. Gęsty las nie przepuszczał zbyt wiele świeżego powietrza od morza, wilgotność bliska 100% nie ułatwiała wspinaczki pod górę. A trzeba tam było w końcu wleźć bo celem naszej wycieczki było wypatrzenie rajskich ptaków w ich godowym tańcu.

Po męczącym marszu, mieliśmy chwilę na oddech, przetarcie potu spływającego na oczy i łyk wody. Potem zaatakowały nas malaryczne komary. Po kilku chwilach spływaliśmy potem i środkiem na komary. Aż w końcu chwilowe powiewy wiatru prawie kołysały do snu. Po godzinie bezczynnego wpatrywania się w niebiosa, gdzieś między gałęziami hen wysoko, zauważyłam czerwone skrzydło. Nawoływanie słyszeliśmy już w drodze na górę, ale gęstość listowia nie pozwalała nam na zobaczenie niczego ciekawego.
Mieliśmy wielkie szczęście, bo po chwili, dokładnie w prześwicie między gałęziami pojawił się tańczący męski osobnik. Podobno ekipy BBC czekają dniami i tygodniami, żeby doświadczyć takiego widoku. Mieliśmy lornetki, więc przedstawienie było dodatkowo ciekawie, bo prawie z bliska. Myślę, że ważne jest podkreślnie faktu, że te ptaki wydają tak egzotyczne dźwięki (dla ucha każdego Europejczyka), że aż ciężko dopasować fonię z wizją. Niesamowite odgłosy podobne są do nawoływania ludzi, świewu i skrzeku razem. Coś fantastycznego, Warto też wiedzieć, że ten gatunek żyje tylko w regionie wybrzeży Papuy Wschodniej co podkreślało wyjątkowość naszego odkrycia.

W drodze powrotnej zatrzymując się chwilami na robienie zdjęć, lekko oddzieliliśmy się od grupy. Po kilku minutach zdaliśmy sobie sprawę, że w ogóle nikogo nie słychać ani nie widać. Gesty las całkowicie wytłumił wszystkie hałasy. Całe szczęście, że po dobrej pół godzinie usłyszeliśmy leciutki szum fal,...jesteśmy uratowani!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz