piątek, 23 stycznia 2015

Sorong - Papua Zachdnia, Indonezja



Wszystko, co dobre kiedyś się kończy. W trakcie całej podróży miałam mikrosenkundowe chwile, kiedy chciałam być w domu, ale szybko mi przechodziły :) Tymczasem ten moment sam nastąpił szybciej niż myślałam i trzeba było pakować manatki całkiem na serio. 

Najtrudniejszym aspektem całej wyprawy na Raja Ampat jest sama podróż. Powrót z naszej wysepki do Brukseli zajął nam 4 dni a szybciej się nie dało. 

Rano, tuż po śniadaniu, małą łódeczką, zostaliśmy przetransportowani z naszej wyspy Gam do większego portu Waisai, na wyspie Waigeo, który jest nota bene stolicą całego archipelagu Raja Ampat. Ta przejażdżka trwała około godziny. Następnie, w owym porcie wsiedliśmy na prom, dzięki któremu dopłynęliśmy do Sorong, stolicy Papuy Zachodniej. Tam niestety, musieliśmy spędzić noc, ponieważ żaden samolot nie odlatywał po południu z lokalnego lotniska w kierunku, który by nas interesował. Nocowaliśmy w dziwnym hotelu, w pokoju bez okna. Spacer po okolicy skończył się wizytą w jeszcze dziwniejszym sklepie z pamiątkami, do którego zawiózł nas pan, którego spotkaliśmy na ulicy. Sorong jest miejscem tranzytowym, nic szczególnego do zwiedzania tam nie ma, ale sami staliśmy się rozrywką dla miejscowych, jako, że to jest raczej rzadki widok, taki białas. Czasem śmieszno, czasem straszno, szczególnie jak zauważyliśmy, że jakiś podejrzany typ za nami chodzi. Mojemu mężowi nie udało się mnie wyciągnąć na powtórny spacer wieczorową porą, zjedliśmy kolacje w stylu amerykańsko - indonezyjskim przy wtórze reality show lecących z telewizora. Dopiero następnego dnia po południu mieliśmy lot na Bali, a na wyspie byliśmy po godzinie 20-stej. Zatrzymaliśmy się na jedną noc w dużym ośrodku pełnym Niemców i Francuzów, ale mieli dobre jedzenie i Wi-Fi i było blisko na lotnisko (nawet nie czuję jak mi się rymuje:).

Dnia trzeciego naszego powrotu, w godzinach wczesno -wieczornych mieliśmy lot do Brukseli z przesiadką w Bangkoku. Ze stolicy Tajlandii wylecieliśmy dobrze po północy. Tym samym dopiero dnia czwartego byliśmy w domu. 

Czy taka długa podróż była warta tego całego zachodu? Tych boskich plaż, dziewiczych raf, wspaniałego słońca i dobrego jedzenia? 

Była :)

Ps: Tym samym kończy się opowieść o Indonezji. Niesamowicie było to jeszcze raz powspominać. Wrócimy tam kiedyś na pewno!

3 komentarze:

  1. Długie powroty potrafią być męczące, ale zdjęcia po stokroć potwierdzają, że było warto. Fajne te wakacje mieliście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieki! Nie takie tylko wakacje, a podroz poslubna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Racja, racja! Wyjątkowe poślubne wakacje :)

    OdpowiedzUsuń