czwartek, 18 grudnia 2014

Raja Ampat pod wodą























































































































































































































































































Raja Ampat w wielu rankingach zajmuje wysokie pozycje wśród najlepszych miejsc do nurkowania na świecie. Oprócz bezludnych wysp, bajecznego piasku, to właśnie sława życia podwodnego zaciągnęła nas na drugi koniec globu.

Czy warto jechać taki szmat drogi, płacić niemałe pieniądze, żeby tam być? WARTO! Oj tak! 

Okolice archipelagu, świat pod wodą jak i nad nią, cechują się brakiem predatorów, dzięki czemu wszystkie żyjątka są dużo większe i w większej liczbie (pająki też, blee) niż w innych częściach świata. Drapieżnicy nie mają dużego udziału w selekcji naturalnej. I dzięki temu, pod wodą, czułam się jak w gigantycznym akwarium. Generalnie rzecz biorąc, nie trzeba za dużo się przemieszczać, ryby tam po prostu są i można je oglądać jak w kinie, jedne przypływają, drugie odpływają, a ty cały czas wisisz w jednym miejscu. 

Prądy - są i to miejscami dość silne. Dla mnie był to pierwszy raz w takim środowisku, czasami prawie maskę ściągało z twarzy. Ale po kilku przerażających nurkowaniach, opanowałam technikę przyczepiania się do rafy i było to całkiem ekscytujące doświadczenie. Mówi się, że właśnie te miejsca z dużymi prądami obfitują w największą liczbę ryb. 

A co można zobaczyć? Przede wszystkim rekiny (white tip, black tip*), miałam przyjemność być prawie oko w oko z takim, trochę strach, ale potem zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś w RPA i to nie ludojad i tym razem nie zginiesz bohaterską śmiercią. Kilka razy baby rekiny podpływały do plaży. 

Do tego wyglądający jak stary dziadek wobbegong shark, żółwie, płaszczki, przeróżne i przepiękne gatunki błazenków i cudowne ukwiały, w których mieszkają. Również dziesiątki różnych parrotfish, rozgwiazdy, olbrzymie przydacznie, które po swojej śmierci zachwycają rozmiarami swoich muszli. Na naszej plaży znaleźliśmy kilka pięknych okazów, niestety ważących ponad 15 kg każda, nie dało się ich zabrać do domu. Na otarcie łez, mamy kilka mniejszych na pamiątkę :) Widzieliśmy brzydkie humphead parrotfish z zębami, barakudy, ogórki morskie, ogromne koralowce, większe niż mój stół jadalny ( a mam duży), przeróżne krewetki. Mieliśmy również szansę zobaczyć przepięknego pygmy seahorse, nie większego niż paznokieć, podobno bardzo ciężko go spotkać, ze względu na malutkie wymiary. Wszystkie wspomniane gatunki można zobaczyć na zdjęciach powyżej. 

To były na prawdę cudowne nurkowania, każde inne, w bajecznych miejscach, z małą grupą. Może dwa razy na ponad 20 nurkowań, natknęliśmy się na innych nurków. Ekosystem jest praktycznie nieskażony. Brak międzynarodowego lotniska w Sorong sprawia, że na prawdę ciężko się tam dostać, przez to jest to cały czas dość rzadko uczęszczane miejsce. Dzięki temu możemy poczuć się jak wybrani, goście specjalni, którym jest dane oglądać te cuda. Była to na pewno najpiękniejsza podróż nurkowa w naszym życiu. 

*niektóre nazwy ryb znam jedynie po angielsku, Wikipedia nie dała mi niestety zadowalających rezultatów w tłumaczeniu.

4 komentarze:

  1. ojej, jakie piękne! NIESAMOWITE zdjęcia! o.o
    zabrałaś mnie na piękną wycieczkę tymi zdjęciami, dziękuję! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Zazdroszczę!
    Piękne zdjęcia <3
    Czas dopisać "zobaczyć rafę koralową" do listy marzeń ;)

    OdpowiedzUsuń