środa, 3 grudnia 2014

Raja Ampat, Papu Zachodnia, Indonezja


Godzinna przerwa między nurkowaniami, którą spędziliśmy na bezludnej wysepce Koh, zmieszkanje jedynie przez ogromne, skórzaste nietoperze. 
Albi, pies właścicieli ośrodka, kocha przygody. 
Na nurkowanie!
W raju też czasem pada deszcz ;)
Moje zbiory muszlowe (a one tam tak leżą same i nie ma kto ich zabrać do domu!)
Widok z łóżka koi o każdej porze dnia i nocy.
Prawdziwa woda kokosowa, z prawdziwej, ekologicznej, nieskalanej palmy, z orzecha zerwanego na własne życzenie :)
Żegnamy fajną grupę, a przed nami jeszcze kilka dni!
Walizki spakowane :(

























Ostatnie chlup przed wyjazdem!


Zdaję sobie sprawę, że wiele kadrów jest podobnych, ale po prostu nie miałam serca ich odrzucić. Raja Ampat to niebo na ziemi i tam postanowiliśmy spędzić drugą część naszego miesiąca miodowego. Głównie nurkując, bo Raja Ampat to destynacja, która znajduje się w top 10 każdego szanującego się nurka. Została również wpisana na listę Światowego Dziedzictwa.

Raja Ampat czyli czterech króli w bahasa, określa archipelag wysp, położonych w Papui Zachodniej, w Indonezji, w części półwyspu, na którym znajduje się Papua Nowa Gwinea. W skład archipelagu wchodzą Waigeo, Misool, Salawati, Batanta, czyli czterej królowie, największe wyspy archipelagu ze stolica w Waisai. Mapkę można zobaczyć tutaj. Raja Ampat zachwyca niespotykaną różnorodnością życia podwodnego, stała, wysoka temperatura powierzchni wody stwarza idealne warunki rozwoju korali. Jeżeli chcesz zanurkować w wielkim akwarium, gdzie ryby wpadają na Ciebie a nie Ty na nie, gdzie nie ma ludzi (!), to to jest Twoje miejsce na ziemi. Porównania z nurkowaniem w Egipcie są nawet nie na miejscu (faktem jest, że podmorska fauna jest podobna, jednak okazy są dużo większe i w większej liczbie).

My wybraliśmy wysepkę Gam (widoczną na mapie) na nasz dziesięciodniowy pobyt. Położona na zerowym równoleżniku jest nieskażonym rajem, praktycznie niezamieszkana, tętniąca życiem i niesamowitymi odgłosami. Wypełnia ją gęsty las równikowy i zamieszkują rajskie ptaki (o których będzie w następnym wpisieJ. Zamieszkaliśmy w prawdziwej, papuaskiej chatce, w przepięknym ośrodku przy samej plaży. Przez te dziesięć dni raz byliśmy we trójkę (gości), raz w dziesiątkę. Maksymalne obłożenie to 12 osób, w 6 chatkach. Formuła wyjazdu jest ukierunkowana na nurkowanie, oferta jest tylko i wyłącznie w opcji all – inclusive, z tego błahego względu, że oprócz sześciu chatek na wyspie jest tylko dżungla, do najbliższego sklepu jest jakieś 45 min jazdy łódką J Jedzenie było naprawdę pyszne, domowe, gotowane przez rodowitą Papuaskę.

Nasza chatka w prawdzie była zaopatrzona w sedes, jednak trzeba było posłużyć się kubełkiem, żeby spuścić wodę, prysznic mimo bieżącej wody, lepiej wychodził przez polewanie się owym kubełkiem (ciśnienie wody było dość marne). Biorąc pod uwagę fakt, że woda pochodziła ze studni głębinowej, ten prysznic i tak wydawał się luksusem, nie muszę dodawać, że woda była w temperaturze otaczającego nas powietrza.

Za rzędem domków była tylko i wyłącznie wąska ścieżka i nieprzebrana, gęsta jak diabli dżungla. Tak gęsta, że bez maczety nie można było postawić kroku. Przez to, czasami moje umiłowanie przyrody dawało się we znaki, potrafiłam stwierdzić, że może jednak znajdujemy się ZBYT blisko natury. Szczególnie, kiedy przed drzwiami do łazienki zaskoczył mnie 20 centymetrowy konik polny, czy wielki, czarny pająk wyskakujący z walizki (tego na szczęście nie widziałam, ale mój mąż krzyknął z przerażenia!). Potrzebowałam kilku dni, żeby ogarnąć tą niesamowitą przyrodę, przyzwyczaić się do huku fal i dziwnych ptasich odgłosów. Jakaż była moja rozpacz w dzień powrotu… (o tym jak się dostać na wyspę i jak z niej wrócić, opiszę w następnym poście, zdradzę jedynie, że powrót do Belgii trwał 4 dni :)

Postanowiłam podzielić reportaż z Raja Ampat na kilka wpisów. Dziś zapraszam na świat nadwodny:)


13 komentarzy:

  1. Absolutny raj na ziemi <3 I te cuuudowne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba, gdzies mamy jakies video :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ile fantastycznych zdjęć! na chwilę aż mi się ciepło zrobiło - raj na ziemi! też uwielbiam zbierać muszle - dziś mi się to nawet śniło !

    OdpowiedzUsuń
  4. Marzę, żeby być właśnie tak blisko natury, z przyjemnością przeczytam kolejne wpisy!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem zachwycona! Piękne miejsce, piękne zdjęcia. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna przygoda, wspaniałe widoki, nie ma się co dziwić, też nie wiedziałabym które zdjęcie odrzucić

    OdpowiedzUsuń
  7. To był na prawde ciezki wybór:)

    OdpowiedzUsuń
  8. To był na prawde ciężki wybór!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie, choc wygladalo to przerazajaco. One sie zywia owocami :)

    OdpowiedzUsuń