poniedziałek, 3 listopada 2014

Indonezja - Bali północne





























Z Candidasy, wyruszyliśmy na północ wyspy, w stronę miasteczka Lovina. Droga upłynęła nam na zwiedzaniu świątyń i odkrywaniu pewnej tajemniczej plantacji...

Kusamba, to nazwa małej miejscowości, gdzie mieści się Goa Lawah, świątynia w skale, swojego rodzaju jaskinia, której wejścia bronią tysiące nietoperzy. Balijczycy wierzą, że w jaskini żyje gigantyczny wąż, a nietoperze są jego pożywką, tym samym bronią miejscową ludność przed jego atakiem. 
Aby móc przekroczyć próg świątyni hinduistycznej, trzeba przywdziać sarong. Jest to kawałek materiału, który ma za zadanie przykryć głównie kolana, można je porównać w formie do pareo. Często sięga aż do kostek. Materiał barwiony jest techniką batiku lub ikatu (nie jestem pewna jak to się odmienia;) Balijczycy uczestniczący w ceremonii, oprócz sarongu, noszą białe bluzki, a mężczyźni dodatkowo nakrycia głowy, czyli udeng w bahasa (język indonezyjski). 

W drodze do Świątyni Matki, o której później, wstąpiliśmy na kawę. Przedarłszy się przez gąszcz dziwnych drzew, które potem okazały się kakaowcami, kawowcami, ananasami, goździkami i innymi pysznymi roślinami, mogliśmy usiąść do degustacji przeróżnych odmian kawy i herbaty i zobaczyć jak powstaje olej kokosowy. Bali szczyci się szczególnie jednym rodzajem kawy - Kopi Luwak. Jest to podobno najdroższa kawa na rynku światowym (ponad 500 euro za kilogram!). Do jej powstania potrzebny nam jest łaskun muzang - zwierzątko, które wygląda trochę jak łasica (na zdjęciu powyżej). Łaskun zjada owoce kawy prosto z drzewa, a że jego organizm nie jest w stanie przetrawić tego smakołyku, wydala je praktycznie w niezmienionej formie. Kupkę zbiera się i parzy a potem pije :) Ja się na kawie nie znam, ale ani mi ani mojemu mężowi nie przypadła do gustu. Jest niemiłosiernie kwaśna!

Po tej niesamowitej wizycie na plantacji, ruszyliśmy w kierunku Świątyni Matki - Pura Besakih- takiej Mekki dla Balijczyków. Liczne kapliczki (shrine) są w dużej mierze powierzone Świetej Trójcy Hinduizmu - Sziwy, Brahmy i Wisznu. Tutejsze ceremonie trwają dniami i odwiedzają je tysiące Balijczyków. Świątynia jest zbudowana na zboczu góry Agung, czynnego wulkanu, który jest również najwyższą górą na wyspie. 

Stamtąd już krótka droga powiodła nas na lunch, który mieliśmy okazję zjeść w restauracji z niezapomnianym widokiem na jezioro Batur. To gigantyczne jezioro powstało prawie 30 tysięcy lat temu w czasu wybuchu wulkanu o tej samej nazwie. To kaldera, która ma wymiary 10x13 kilometrów! Niesamowity to był widok, powoli zaczęliśmy zdawać sobie sprawę z faktu, ze za klika dni będziemy się na ten wulkan wspinać, i to w środku nocy!

W drodze do Loviny odwiedziliśmy jeszcze jedną świątynię, Pura Beji, która bardzo wyraźnie przestawia holenderskie dziedzictwo, w formie, dwóch panów odkrywców wyrzeźbionych w jej murach.

A w hotelu zastał nas przecudowny prysznic pod gołym niebem! Myjąc włosy mogłam obserwować gwiazdy!

PS: Mój mąż znalazł kokosa na plaży. Kiedyś na Kubie też takiego znaleźliśmy i po otwarciu był bardzo smaczny . Ten jednak, był nad wyraz ciężkim orzechem do zgryzienia i otwarcia! Pomagał nam nawet miejscowy pan, twierdził, że ten kokos jest za stary i wcale nie będzie dobry. Po godzinie udało im się go otowrzyć, ale mleko było już skwaśniałe. Pan miał rację. Ale jaką dumną minę mieli chłopaki!

cdn...

6 komentarzy:

  1. o jak ja się cieszę, że Ty u mnie skomentowałaś! Weszłam tu i przepadłam! Oj będę wertować, będę! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze sie, milego wertowania :*

    OdpowiedzUsuń
  3. To jedzenieee ... :)
    Nawet ten skwaśniały kokos, eh, zazdraszczam mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  4. oj tak, jedzenie nas zauroczylo!!

    OdpowiedzUsuń