sobota, 9 sierpnia 2014

Gdzie jechać na miesiąc miodowy?






























Nie ważne czy planujemy wyjazd jeszcze w wirze przygotowań ślubnych czy dopiero po tym wielkim dniu jakim jest ślub - ważne, żeby wiedzieć jak się do tego zabrać.

My wiedzieliśmy na kilka miesięcy przed ślubem, po pierwsze, że na pewno pojedziemy na miesiąc miodowy, że będzie to na pewno po moim najgorętszym sezonie ślubnym, czyli dopiero we wrześniu lub później, i że chcemy przeznaczyć część kwoty z prezentów na ten właśnie cel. I to by było na tyle. Czym ślub zbliżał się coraz szybciej, tym coraz więcej rzeczy trzeba było załatwić, więc planowanie podróży zostawiliśmy sobie na po ślubie. 

A jak już ochłonęliśmy to stanęliśmy przed wieloma, ciężkimi wyborami :)


foto:Pinterest

1. USTALIĆ BUDŻET - nie oszukujmy się, najważniejsza część naszego procesu podejmowania decyzji będzie opierać się na tym, na ile możemy sobie pozwolić. Co nie znaczy, że musimy wylądować nad polskim morzem i trafić na złą pogodę. Czasem za tą kwotę można znaleźć super oferty last minute na wycieczki do cieplejszych krajów. 

2. POGODA - zimno, ciepło, gorąco? Zadajmy sobie to pytanie, które zaraz po budżecie ma kluczową role przy naszym wyborze. Ja uwielbiam 35-cio stopniowe upały :)

3. ODLEGŁOŚĆ - czy pasuje nam lot, który trwa 10 godzin albo więcej? Czy może już 5 godzin w aucie to męczarnia? Ja samolotami jakoś nie przepadam latać, ale nie powstrzymuje mnie to przed wyborem odległych destynacji. Dla każdego według potrzeb. 

4. JAK - plażing & smażing, city trip czy wycieczka objazdowa? Albo może mix? Ja zasadniczo wolę mix. Troszkę zwiedzić, liznąć co nie co kultury a potem się kompletnie zrelaksować, popływać, ponurkować...

5. GDZIE - nie zawsze duże hotele są dobre. Może na nocleg podczas konferencji, ale nie podczas wakacji. My raczej preferujemy cichsze miejsca, mniejsze hotele. Małe pensjonaty, czy hotele B&B oferują czasem lepsze ceny niż duże, "renomowane" sieci. Zawsze możemy jechać pod namiot na przykład na południe Francji autem, albo wynająć kamper i zwiedzić wszystkie jeziora na Mazurach :D

6. HEJ PRZYGODO! - to powinien być punkt numer 1. Tym kryterium kierowaliśmy się my. Nie chciałam jechać w miejsce, które znam, które znam nawet kulturowo. Chciałam wybrać kraj, w którym wszystko będzie nowe. Tego pierwszego razu w nowej kulturze nigdy się nie zapomina. Dlatego odrzuciłam propozycję mojego męża na wyjazd do Ameryki Centralnej, w której już byliśmy. Jeszcze się tam wybierzemy, oczywiście, ale nie na miesiąc miodowy...

Naszą destynację mieliśmy wybraną tak w naszych głowach już przed ślubem, ale nie byliśmy do końca pewni czy to wypali, czy się uda, a gdzie dokładnie, na ile dni, ale to daleko, itd. Podeszliśmy do tematu, jak do każdej naszej większej wyprawy, czyli siedliśmy do komputerów i zrobiliśmy porządny risercz. 

Postanowiliśmy część załatwiania powierzyć biurze podróży, ze względu na odległość i różne nieprzewidziane okoliczności przyrody. W przyszłym tygodniu idziemy się zaszczepić i powoli zbieramy potrzebne gadżety i niezbędniki, o których też wspomnę na blogu!

Wyjeżdżamy już za 3 tygodnie! Kto zgadnie GDZIE? :)

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Na Bora Bora brakuje elemntu przygody. Przygoda jest bardzo rozlegly plazing, a infrastruktura podobno bardzo nienowoczesna (tak nam mowila pani z biura podrozy). Podobno jak juz ma sie takie pieniadze, zeby jechac na Bora, lepiej wybrac Seszele.

      Usuń
  2. Wiem ale nie powiem :-) A poza tym tekst świetny! Czyta się fantastycznie. Masz talent!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D

      Ciekawe co na to Pani Lipnicka, ktrora mnie oblala na probnej maturze z polskiego :P

      Usuń
    2. Jej strata :-) Ale pomyśl może nad jakimiś felietonami do Travelera :-)

      Usuń
    3. Juz myslalam :) moze akurat bedzie relacja z miesiaca miodowego :)

      Usuń
  3. Jeszcze do planowania mojej podróży poślubnej trochę zaś zostało, ale bardzo przydatny wpis dla zainteresowanych tematem :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja wiem jedno - chciałabym, żeby mój miesiąc miodowy trwał... miesiąc :). A później to juz się mogę zestarzeć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz bedzie trwal 24 dni, to prawie miesiac :)

      Usuń
  5. Czyli pozostaje Peru.... ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę Australia??

    OdpowiedzUsuń